Maraton, nie spacer
Czterdzieści dwa kilometry to dystans maratonu, tylko z 1700 m podejść. Wyjście o świcie nie jest tu poradą, lecz warunkiem dojścia przed zmrokiem.
Dla tych, którzy szukają prawdziwego górskiego wyzwania: trasa łącząca najpiękniejsze zakątki Małych Pienin i Beskidu Sądeckiego. Długodystansowy szlak o długości 42 km, który — niczym maraton — trzeba pokonać w całości jednego dnia. Start i meta znajdują się w Szczawnicy, a pętla prowadzi przez górskie grzbiety, malownicze doliny i szczyty, z których roztaczają się widoki na Tatry, Pieniny i Beskid Sądecki. Trasa jest wymagająca — łączy strome podejścia w Beskidzie Sądeckim z łagodniejszymi, ale widokowymi odcinkami Małych Pienin. Łącznie do pokonania jest ponad 1700 m przewyższeń, więc wymaga dobrej kondycji, wcześniejszego przygotowania i odpowiedniego wyposażenia. Jeden dzień, a tyle różnych krajobrazów — od beskidzkich lasów po pienińskie łąki. Kilka ważnych szczytów w jednym marszu. I pętla: zaczynasz i kończysz w tym samym miejscu, bez organizowania transportu.
przy masie 70 kg
Trudność „trudna" wyliczył portal z długości i sumy podejść (100 m w pionie liczone jak kilometr po płaskim). To szacunek, nie ocena autora przewodnika.
Ze Szczawnicy w górę, na beskidzki grzbiet. Pierwsze podejście jest długie i to ono decyduje o tempie całego dnia — na Dzwonkówce (982 m) stykają się grzbiety, a przed sobą ma się jeszcze cztery piąte trasy.
Głównym grzbietem Pasma Radziejowej na wschód, przez lasy i polany. Przehyba (1175 m) to serce Beskidu Sądeckiego — rozległa panorama i schronisko, w którym warto uzupełnić wodę.
Dalej granią na najwyższy szczyt Beskidu Sądeckiego. Na Radziejowej (1266 m) stoi wieża widokowa — przy dobrej pogodzie widać z niej Tatry.
Najdłuższy odcinek dnia: zejście z Radziejowej, przejście doliny i podejście na grań Małych Pienin. Wysoka (1050 m) to najwyższy szczyt Pienin, słynny z widokowych łąk.
Granią Małych Pienin na zachód, wzdłuż granicy państwa. Wysoki Wierch (899 m) zdobywa się żółtym szlakiem; niebieski trawersuje kilka minut poniżej wierzchołka.
Zejście z grani z powrotem do Szczawnicy. Ostatnie kilometry idą w dół, ale po czterdziestu kilometrach kolana wiedzą o tym lepiej niż mapa.
Czterdzieści dwa kilometry to dystans maratonu, tylko z 1700 m podejść. Wyjście o świcie nie jest tu poradą, lecz warunkiem dojścia przed zmrokiem.
Jedyne pewne miejsce na trasie, gdzie da się dokupić wodę i coś ciepłego. Dalej, aż po Małe Pieniny, trzeba liczyć na to, co w plecaku.
Szlaki: niebieskiżółtyczerwonyzielony
TrudnaSzlaki: żółtyniebieskizielonyczerwony
TrudnaPętla